Inauguracja koła εἰς κοινωνίαν i spotkanie z diakonem Marcinem i Moniką Gajda

Inauguracja koła εἰς κοινωνίαν i spotkanie z diakonem Marcinem i Moniką Gajda

 

Koło naukowe Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi „εἰς κοινωνίαν” zainaugurowało swoją działalność 07 kwietnia br. spotkaniem z Państwem Moniką i Marcinem Gajda. Poruszone zostały takie tematy jak: historia powołania Marcina do diakonatu stałego, przeżywanie tego sakramentu i związanej z nim posługi, diakonat oczami żony, jej uczestnictwo w posłudze wynikającej ze święceń męża; Wpływ diakonatu stałego na życie rodzinne; Pozytywny wpływ diakonatu stałego na życie Kościoła; trudności i wyzwania diakonatu stałego; na co zwrócić
uwagę w życiu duchowym diakona stałego i w życiu duchowym w ogóle; Poniżej prezentujemy świadectwo małżonków:

Marcin:

HISTORIA POWOŁANIA

Diakonem jestem od czerwca 2016 r. i cały czas uczę się tego; uczę się, co to dla mnie znaczy. Powołanie do diakonatu pojawiło się na samym początku małżeństwa, a nawet przed ślubem. Jeździliśmy do Francji do Wspólnoty Emmanuel, gdy jeszcze był PRL. Zachwyciliśmy się pięknem tej wspólnoty. Widzieliśmy kontrast pomiędzy naszym polskim Kościołem a tamtą wspólnotą. We Francji właśnie w tej wspólnocie rodziło się najwięcej powołań do prezbiteratu (20 kilka osób rocznie). Jest to wspólnota charyzmatyczna założona przez świeckich. Biskup Kardynał
posługiwał nam przy stole. Podawał nam sałatki do stołu. U nas relacje z duchownymi były nieco inne…
We Wspólnocie Emmanuel były osoby konsekrowane. Byli też diakoni stali. Wtedy pomyślałem, że chciałbym być diakonem. Byliśmy już wtedy parą. Wiedziałem, że nie chcę być księdzem. Chciałem być diakonem. Pisaliśmy pismo z prośbą do biskupa, ale okazało się, że nasz Kościół ma swoje własne tempo; że nasza diecezja ma swoje tempo. Po
pewnym czasie (już zapomnieliśmy o diakonacie) biskup pomocniczy Marian Kruszyłowicz zadzwonił i zapytał, czy wciąż jestem chętny. I tak rozpoczęła się formacja.

PRZEŻYWANIE SAKRAMENTU

Zawsze miałem wielkie pragnienie głoszenia Słowa, chociaż same święcenia nie zmieniły wiele w moim zaangażowaniu w Kościele. Już wcześniej prowadziliśmy rekolekcje. Pracowaliśmy z ludźmi w sferach na styku na styku psychologii i duchowości. Zostałem umocniony sakramentem. Jest to dla mnie bardzo ważne, że mam udział w
sakramencie. Tchnienie w plecy przez Kościół od Chrystusa. Zawsze czułem się częścią Kościoła, ale teraz w tym Ciele jestem komórką w troszkę innym miejscu. Stałem się duchownym. Teraz jestem także częścią prezbiterium. Daje mi to poczucie odpowiedzialności, bezpieczeństwa i wsparcia. Czuję, że mam wsparcie; że nie jestem w swojej działalności sam. Trzeba wspomnieć, że nie mieliśmy kompleksów bycia świeckimi. Mieliśmy doświadczenie królewskości. Klerykalizm był i jest nam obcy. Na marginesie klerykalizm jest problemem dwustronnym, ponieważ potrzebuje widzów, którzy niejako chcą klerykalnego świata [gdzie osoby duchowne uważają się i traktowane są jako swego rodzaju wyższa i lepsza grupa społeczna]. Pod tym względem mój sakrament nic nie zmienił.

POSŁUGA

Jestem duszpasterzem. Moja posługa zasadniczo się nie zmieniła, ale teraz mogę powiedzieć, że jestem duszpasterzem. Wcześniej, posługując, formalnie potrzebowaliśmy duszpasterza. Zdarzało się, że ludzie pytali, kto to jest ten Marcin Gajda – gdy posługiwaliśmy jako świeccy. Teraz nie muszę się już tłumaczyć. Ponadto opiekuję się
duchowo grupami kontemplacyjnymi, które wspólnie zakładamy.

Monika:

DIAKONAT OCZAMI ŻONY

Poznaliśmy się na drodze charyzmatycznej. Moje życie nie dzieliło się na życie w Kościele i swoje prywatne. Naturalnym była dla mnie spójność życia, dlatego też wybór Chrystusa był dla mnie bardzo ważny. Wybór
małżeństwa nie był wyborem między Panem Bogiem a Marcinem. Nie miałam problemu, by widzieć małżeństwo jako służbę Bogu i wyraz miłości do Niego. Jestem oblubienicą Chrystusa i żoną. Diakonat Marcina był moim pragnieniem. Podejmował on podobną posługę już wcześniej, ale nie jako duchowny. Mądrym jest, aby kandydatami do diakonatu byli mężczyźni doświadczeni w małżeństwie. Pewne procesy małżeńskie i rodzinne powinny się wpierw dokonać. U nas wspólne zaangażowanie małżeńskie się już jakoś dokonało. Diakonat męża nie był dla mnie zagrożeniem utraty czegoś. To, że Marcin będzie w kościele po tej drugiej stronie (przy ołtarzu), a ja sama w ławce, nie było dla mnie problemem, skoro 25 lat siedzieliśmy obok siebie. Wchodząc w diakonat, mieliśmy bardzo dokładnie poukładane, gdzie jest rodzina, gdzie małżeństwo, a gdzie posługa. To też jest pewna dojrzałość własna.

UCZESTNICTWO ŻONY W POSŁUDZE MĘŻA DIAKONA

Święcenia są Marcina, ale posługa jest nasza wspólna. Jesteśmy małżeństwem, które oddało swoje życie Chrystusowi, i realizujemy się w Kościele. Ja też sama głoszę rekolekcje od wielu lat. Rekolekcje dla kobiet, rekolekcje w ciszy dla mężczyzn i kobiet. Dla mnie jest to doświadczenie, że mogę być sobą w Kościele.

Marcin:
WPŁYW DIAKONATU STAŁEGO NA ŻYCIE KOŚCIOŁA

Dla naszych dzieci (l. 20, l. 22, l. 24) moje święcenia nie były czymś przełomowym. Doświadczali naszego zaangażowania od wielu lat. Zawsze dbaliśmy o to, żeby nasz dom nie stał się dewocyjny. Dbaliśmy o kulturę, dużo podróżowaliśmy z dziećmi. Dbaliśmy o otwartość na inny punkt widzenia. Nie byliśmy domem, gdzie słyszy się tylko katolicki głos. Na nasze życie wielki wpływ miała s. Miriam ze Szczecina. To ona kształtowała w nas tę otwartość. Nie byliśmy zamkniętą twierdzą. Zawsze fascynowały nas spotkania z ludźmi spoza „naszej katolickiej bajki”. Nie mamy potrzeby uczynić wszystkich katolikami. Obca jest nam wizja, że tylko my się zbawimy. Dzieci wyrastały w takiej atmosferze wolności, otwartości. To, że zostałem „księdzem”, nie było dla nich szokiem, czego dowodem może być prezent na święcenia. Dostałem koszulkę z lecącym granatem i podpisem „wrzuć na tacę”. Nie dystansują się od moich święceń. Raczej są dumni. Nie byłoby dobrze, gdyby diakonat był w sprzeczności z małżeństwem czy rodziną. Niedopuszczalne jest, aby diakonat szkodził życiu rodzinnemu.

REAKCJA PARAFIAN NA DIAKONA STAŁEGO

Jesteśmy naprawdę bardzo tradycyjną parafią na wiosce, a ku mojemu zaskoczeniu ludzie z parafii nie mieli żadnego problemu. Byłem bardzo zaskoczony otwartością. Dużą rolę odegrali kapłani. Biskup był obecny na kandydaturze. Od czasu do czasu ks. Proboszcz wprowadzał w temat diakonatu. To bardzo pomagało.

POSŁUGA W PARAFII

Moja posługa w parafii związana jest przede wszystkim z głoszeniem Słowa – głoszeniem homilii. Można powiedzieć, że jestem parafialnym kaznodzieją. Dla ludzi jest ważne, że jeden z nich mówi do nich. Znam tych ludzi bardzo dobrze, dlatego też kazania mówię z serca. Gdy mówię o sprawach rodzinnych, to oni wiedzą, że ja też te problemy przeżywam.

TRUDNOŚCI I WYZWANIA

Trudność na początku związana jest z samym myśleniem o diakonacie stałym. Prawie 1400 lat tego nie było. Dopiero Sobór Watykański II przywrócił go na nowo. Zaraz po soborze nastąpił kryzys prezbiteratu. Widziałem w Holandii kościół przerobiony na restaurację… Ludzie – zarówno duchowni jak i świeccy – traktują pojawienie się diakonatu stałego jako konsekwencję braku prezbiterów. Może się wydawać, że diakonat stały może być swego rodzaju lekarstwem na obecny kryzys powołań kapłańskich. Często słyszeliśmy, że tutaj nie ma potrzeby diakonów stałych, bo jest wielu księży. Błąd powielany niestety także przez biskupów. Nie dostrzega się, że diakonat jest odrębnym powołaniem. Przełamanie tej mentalności jest bardzo trudne. Trudnością jest także zrozumienie przez ludzi w Kościele, że ja naprawdę jestem duchownym. Świeccy też mają problem, by to zaakceptować. Problemem jest także wprowadzenie w życie diakonatu stałego. Każdy rzeźbi intuicyjnie. Nie do końca wiadomo, jak to ma wyglądać, bo przez ostatnich czternaście wieków instytucja ta nie istniała. Trzeba otworzyć się na zmiany, a system nie lubi zmian. Wymagana jest zmiana myślenia, a ona jest bardzo trudna. Innym problemem jest brak przepływu informacji między diakonami stałymi a kapłanami. Brakuje spotkań, by podzielić się tym, jak wygląda życie. Brakuje synchronizacji, spotkań poznawczych. Są trudności w komunikacji. Nie ma spotkań, na których księża mogliby powiedzieć, czego od nas oczekują. Oni nie wiedzą, co my robimy. My nie wiemy, jak moglibyśmy się włączyć w ich misję.

POZYTYWNY WPŁYW DIAKONATU STAŁEGO NA ŻYCIE KOŚCIOŁA

Największą wartością jest zbliżenie dwóch światów – kleru i laikatu. Jest to piękne połączenie na styku ich wzajemnych zadań (bez jakiegokolwiek pomieszania, czy zawłaszczenia). Diakonat stały jest przestrzenią mogącą uzdrawiać relacje w Kościele.

PYTANIA

Możliwość święceń prezbiteratu?

U nas w statucie jest mocno podkreślone, że po śmierci żony ja nie będę sięgał po prezbiterat. Diakonat stały jest odrębnym powołaniem – po prostu jestem diakonem. Gdyby żona zmarła, to żyłbym w celibacie.

Posługa poza własną diecezją?

Nie ma żadnych ograniczeń. obowiązują mnie zasady jak takie same zasady, jak księży.

Na co zwrócić uwagę w życiu duchowym?

Na kontemplację, a niestety dla większości z nas jest to obce. Współcześnie jesteśmy bardzo oświeceniowi – zwracamy uwagę na siłę woli, ale serce wtedy się nie zmienia. Okres jednoczący z Bogiem rozpoczyna się od kontemplacji – jak zauważają np. św. Jan od Krzyża i o. Reginald Garrigou-Lagrange. Dla mnie dramatem jest to, że tak słabo jest to obecne w katechezie; że tak mało jest świadków głębokiego życia kontemplacyjnego. Jeśli przebóstwienie dokonuje się przez kontemplację, a większość wiernych utożsamia modlitwę z myśleniem, to znaczy, że mamy niewiele osób przebóstwionych.

Na co uwrażliwić seminarzystów – przyszłych duchownych?

Na fakt, że diakonat jest odrębną formą powołania. Oddzielnym powołaniem. Dalej podstawową zasadą jest utrzymywanie relacji. Zacząłbym od więzi, przyjaźni, ale też troski o formalne relacje – pamiętajmy o sobie w dekanacie, żeby diakon stały czuł, że jest chciany i przyjęty (zaprośmy go na homilię, rekolekcje). Niestety, problem wynika z tego, że wspólnota kapłańska kuleje albo wręcz nie istnieje. Trzeba budować przestrzeń spotkania, w której będziemy się wzajemnie słyszeli. Diakonów można wykorzystać do różnych posług w parafii, grup, spotkań czy działań charytatywnych.

Które powołanie jest pierwsze – diakonat czy małżeństwo? czego nie wolno zaniedbać?

Rodzina i małżeństwo jest na pierwszym miejscu.

Czy konieczna jest wcześniejsza posługa?

Zgodnie z dokumentami Kościoła, diakonat ma wzmacniać sakramentalnie dotychczasowe już zaangażowanie. Dla rodziny nie powinna to być zbyt duża zmiana.